list do premiera (do premiera wysylane sa tez te same listy, które sa wysylane do posłów)

opublikowane: 22 gru 2008, 10:19 przez Michał Damski

Szanowny Panie Premierze!

Pozwolilam sobie napisac ten list kierowana powaznymi watpliwosciami, ktore wywolane zostaly lektura raportu Zespolu ds. Konwencji Bioetycznej, powolanego na mocy Zarzadzenia nr 38 Prezesa Rady Ministrow z dnia 7 kwietnia 2008 oraz doniesieniami prasowymi.
Jestem obywatelem RP, od momentu uzyskania czynnego prawa wyborczego spelniam swoj obywatelski obowiazek udzialu w wyborach, co w moim przekonaniu daje mi prawo do wyrazenia swojej opinii. Mam tez nadzieje, iz zostanie ona wysluchana. Dodam, ze jestem osobiscie zaiteresowana rozwiazaniami proponowanymi przez w/w Zespol, jako ze od wielu lat zmagam sie z nieplodnoscia i jestem pacjentka jedej z polskich klinik leczacych nieplodnosc. To zapewne spowoduje, ze moje postrzeganie tej sprawy bedzie subiektywne, ale - co wazne - bogatsze o osobiste doswiadczenia i spostrzezenia oraz wiedze, ktora sila rzeczy nabylam. Mysle rowniez, ze fakt, iz od wielu lat mieszkam poza granicami kraju pozwoli mi spojrzec na sprawe z pewnej perspektywy. Na szczecie z tego tez powodu proponowane rozwiazania moga mnie nie dotyczyc, chociaz pragne zaznaczyc, ze swiadomie wybralam jedna z polskich klinik ze wzgledu na wysokie standardy leczenia, w tym rowniez etyczne oraz na doskonale osiagniecia. To smutne, bo wiem, ze srodowisko osob nieplodnych w Polsce z wielka niecierpliwoscia oczekiwalo uregulowan prawnych dotyczacych leczenia nieplodnosci i metod wspomaganego rozrodu, a teraz jawia sie one jako zrodlo potencjalnych problemow, dodatkowych dramatow oraz powod uwstecznienia i zanegowania dotychczasowych osiagniec medycyny w dziedzinie wspomagania rozrodu.
Panie Premierze, w Polsce stanowimy grupe okolo 3 milionow osob. Prosze sobie wyobrazic trzymilionowe miasto osob zmagajacych sie z nieplodnoscia. Przytlaczajaca liczba, prawda? A jednak nikt nie slyszy naszego glosu. Malo tego, mam wrazenie, ze nikt nie chce nas uslyszec.
Juz wyjasniam dlaczego.
Zaczne moze od skladu wspomnianej przeze mnie komisji. W wiekszosci stanowia ja osoby o zdecycownie konserwatywnych pogladach. Kiedy wezmie sie pod uwage fakt, ze decyzje komisji byly podejmowane wiekszoscia glosow, widac jasno, ze czesc o pogladach liberalnych nie miala tak naprawde sznas na to, aby jej stanowisko zostalo w ogole uwzglednione. Taki dobor osob w polaczeniu z takim sposobem decydowania nie tylko nie spelnia standardow uczciwej debaty, ale stanowi wrecz probe manipulacji. Jaka jest rola osob stanowiacych w Komisji mniejszosc? Czy mialy one jedynie usankcjonowac swoja obecnoscia jej pozorny pluralizm? Dlaczego do udzialu w Komisji nie zostaly zaproszone osoby najmocniej zwiazane z problemem, a wiec lekarze, ktorzy pracuja w klinikach leczenia nieplodnosci i zajmuja sie ta problamatyka na co dzien oraz osoby nia dotkniete? Zarowno wsrod lekarzy z latwoscia udaloby sie znalezc uznane powszechnie autorytety, a w srodowisku osob cierpiacych z powodu nieplodnosci stowarzyszenia je reprezentujace. Wszystko, o czym pisze powyzej stanowi moim zdaniem powazne uchybienie formalne, ktore odbiera Komisji wiarygodnosc, ale rowniez mandat do przedstawiania rozwiazan, ktore mialyby stanowic podstawe jakichkolwiek uregulowan prawnych.
Niestety, wynik prac Komisji jest rowniez obarczony bledami merytorycznymi, a jej postanowienia czesto opieraja sie na nieprawdziwych przeslankach. Nie jestem lekarzem, ale nawet dla mnie jako kogos, kto przechodzil dlugoletnie leczenie owe bledy sa po prostu razace. I tutaj po raz kolejny wyraznie widac, jak brzemienny w skutki jest brak fachowcow w skladzie Komisji. Zeby nie byc goloslowna, podam przyklady. W zalaczniku nr 19 raportu, ktory stanowi pewna propozycje rozwiazan prawnych uzywa sie slowa "implatnacja" jako rownoznacznego ze slowem "transfer". Niestety, rzeczywistosc jest daleka od tych poboznych zyczen, bo chyba w takiej kategorii nalezy je traktowac. Podaje za Slownikiem Jezyka Polskiego:

implantacja - "zagnieżdżenie się zapłodnionego jaja ssaków w nabłonku macicy"

transfer - "przeniesienie lub przesłanie czegoś z miejsca na miejsce"

W przypadku przeniesienia zarodkow do jamy macicy mamy jedynie do czynienia z transferem. To czy dojdzie do zagniezdzenia sie zarodka w jamie macicy, a wiec czy dojdzie do implantacji to zupelnie odrebna kwestia. Niestety, bo prosze mi wierzyc, ze bardzo mocno bysmy sobie zyczyli, zeby to bylo jednoznaczne.
Moj sprzeciw budzi rowniez propozycja mozliwosci zaplodnienia tylko dwoch komorek jajowych. Kiedy pozna sie statystyki przezywalnosci zarodkow (rowniez w warunkach naturalnych!) ta liczba moze przerazic, tym bardziej, ze nie ma tak naprawde skutecznych metod oceny jakosci komorki jajowej. Podobnie jak nie ma skutecznej metody oceny jakosci plemnika. Niestety, dopiero polaczenie tych dwoch gamet daje takie mozliwosci, a i te nie sa przeciez doskonale. O wszystkim tak czy inaczej decyduje natura.
Projekt nie przewiduje mozliwosci mrozenia zarodkow (poza bardzo szczegolnymi przypadkami). Dlaczego? Dlaczego tak latwo szafuje sie zdrowiem kobiet, ktore w przypadku niepowodzenia kolejny raz beda musialy poddac sie stymulacji hormonalnej? Dlaczego mrozone zarodki traktuje sie jako "rezerwe" czy "zapas" - wielokrotnie slyszalam takie opinie - mimo ze dla nas to sa nasze dzieci?! Czy jest to tylko brak empatii, czy proba manipulacji odczuciami ludzi postronnych? Za mna drugi program IVF tym razem zakonczony szczesliwie. Jestem w 25 tygodniu ciazy i nie ma dnia, zebym sie nie modlila o zdrowie dla mojego nienarodzonego jeszcze dziecka, i nie ma dnia, zebym nie myslala, ze pewnego dnia wroce po moje kolejne dzieci. Nie ma rowniez dnia, zebym nie myslala o tych z moich dzieci, ktorym nie udalo sie przezyc... Wylalam wiele lez za kazdym razem przezywajac te strate, mimo ze w naturze nawet bym nie wiedziala o ich istnieniu... Przepraszam za ten bardzo osobisty fragment, ale prosze pamietac, ze to sa odczucia tylko jednej z okolo 3 milionow osob.
Z wypowiedzi p. Jaroslawa Gowina zorientowalam sie, ze alternatywa dla mrozenia zarodkow ma byc mozliwosc mrozenia komorek jajowych, jako niekontrowersyjna, a rownie skuteczna. Z pierwsza czescia moge sie zgodzic, rozumiem, ze mrozenie ludzkich gamet nie budzi az takich emocji, ale absolutnie nie moge sie zgodzic z druga czesia tej opinii. Nie ma ona bowiem zadnego potwierdzenia w statystykach. Gdyby okolicznosci, na ktore powoluje sie p.Gowin byly prawdziwe, na calym swiecie stosowanoby wlasnie takie rozwiazania, a jednak tak nie jest. Dlaczego? Dosc dodac, ze w Polsce, jak udalo mi sie ustalic, doszlo do jednej ciazy na skutek zaplodnienia komorki jajowej, ktora wczesesniej poddana byla procesowi mrozenia i rozmrazania. Wsrod moich znajomych jest za to wielu szczesliwych rodzicow, ktorych dzieci urodzily sie z ciazy uzyskanej po kriotransferze. Mam ogormna nadzieje do nich dolaczyc.
Kolejna watpliwosc, jaka zrodzila lektura raportu dotyczy zakazu dawstwa gamet. Powiem wiecej, ten zakaz jest dla mnie zupelnie niezrozumialy. Dlaczego moge oddac komus moja nerke, a nie moge oddac swojej komorki jajowej? Zwlaszcza w sytuacji, kiedy to dla niektorych par jedyne mozliwe leczenie. W szczegolnych sytuacjach projekt ustawy dopuszcza mozliwosc adopcji zarodka, chociaz jest to obwarowane licznymi, bardzo surowymi warunkami, natomiast zupelnie nie przewiduje dawstwa gamet. Dlaczego? Jakie jest uzasadnienie dla takiego rozwiazania?
Przyznam tez szczerze, ze rozwiazania proponowane w projekcie rozczarowuja mnie z jeszcze jednego powodu. Otoz zawsze uwazalam sie za osobe o liberalnych pogladach, uznajaca wolnosc jednostki za dobro najwyzsze. Platforma Obywatelska wydawala mi sie formacja polityczna holdujaca tym samym wartosciom. Jak sie do nich ma zapis w projekcie, iz tylko malzenstwa maja prawo korzystac z nowoczesnych osiagniec medycyny jak metoda zaplodnienia pozaustrojowego, ze o nasuwajacej orwellowskie wrecz skojarzenia procedurze towarzyszacej adopcji zarodka nie wspomne? Czy nastepnym krokiem bedzie sprawdzanie kwalifikacji do bycia rodzicem wszystkich pozostalych obywateli? Czy wyobraza Pan sobie uzaleznienie wszczecia jakiejkolwiek innej procedury leczniczej od stanu cywilnego pacjenta?
Szanowny Panie Premierze, mam wrazenie, ze porponowane rozwiazania w najmniejszym stopniu nie odzwierciedlaja rzeczywistosci. I tu mam na mysli nie tylko faktyczne mozliwosci dzisiejszej medycyny, ale i pragnienia, dazenia oraz prawa ludzi nieplodnych. W momentach najwiekszego rozgoryczenia dochodze do wniosku, ze wieksza sile przebicia maja ci, ktorzy sa gotowi spalic kilka opon przed siedziba jednego czy drugiego urzedu. Slucham wypowiedzi roznych oficjeli, ktorzy w zadnym stopniu (na szczescie, bo zycze im jak najlepiej) nie zetkneli sie z problemem nieplodnosci i nie moge sie powstrzymac od powtorzenia w myslach zdania, ze tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono. Czy ich stanowisko byloby rownie niezlomne, gdyby problem dotyczyl ich samych, albo ich dzieci? Albo gdyby nagle okazalo sie, ze musza zrezygnowac z czesci swojego upozazenia, bo nie ma kto na nie zapracowac? A liczby sa nieublagane. Co trzecia para w Polsce ma problem z plodnoscia. Zapewne z obawy przed spolecznym napietnowaniem (wg. statystyk tylko 20% badanych uwaza, ze nieplodne kobiety sa tak samo wartosciowe jak te, ktore moga urodzic dziecko) nie mowia glosno o swoim dramacie, ale zmagaja sie z nim na co dzien. Mamy takie osoby w swoim otoczeniu, tylko czesto nie uswiadamiamy sobie z jakim problemem przyszlo im sie mierzyc. Jesli nie ma mozliwosci zaproponowania im realnej pomocy, prosze przynajmniej nie czynic tej walki trudniejsza!

Z wyrazami szacunku,

Comments