Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Aga - kilka lat temu czułam się 10 lat starsza, byłam niespełnioną kobietą, teraz kocham życie

opublikowane: 3 lip 2009, 03:32 przez PaniJuti
Generalnie nie lubię dzielić się swoją historią na polskich stronach internetowych, dlatego że problem in vitro (w Polsce to problem!) spotyka się często z wielkim zgorszeniem, niezrozumieniem i opiniami takimi jak głosi Rokita. Tutaj w Szwecji to, co innego, prawie każdy rodzic dziecka poczętego metodą in vitro (dla Szwedów to kolejna pozycja z Kamasutry :)) czuje sie dumny, że medycyna, lekarze i oni sami dokonali cudu. Szwedzi czują się wręcz dowartościowani i wyjątkowi - i ja też tak się czuję, ale od początku......

Historia zaczęła się, gdy miałam 19 lat - pojawił się potworny ból brzucha, pierwsza wizyta u ginekologa i zła diagnoza - zapalenie pęcherza moczowego.
Po latach sugerowano,  że doszło wtedy do pękniecia torbieli, ktore spowodowały częściową niedrożność jajowodów.

Starania o dziecko zaczęlismy 8 lat temu w Polsce, miałam wtedy 32 lata, późno.....
Klinika, pieniądze, inseminacja za inseminacją, długie dni w klinice, poczucie bycia gorszą, niemożność dzielenia tych ciężkich chwil z najblizszą osoba. Trwało to długo, za długo.....
Nadszedl moment decyzji o in vitro. Wyszukiwanie informacji, rozmowy z lekarzem, ktory zdawał się traktować nas jak osoby, które i tak niczego nie rozumieją. Szczęśiwie (wtedy wydawało mi się, że to już koniec naszych marzeń o dziecku) dostaliśmy propozycję pracy w Szwecji. Czytalismy o in vitro w Szwecji, ale zastanawialiśmy się, czy my, obcokrajowcy, będziemy mieli szansę na zabieg. W Polsce stracilismy tyle czasu. Przyjechaliśmy do Szwecji w wakacje, rozpoczęlismy pracę. Szpital był po drugiej stronie ulicy, blisko, wizyta umówiona na wrzesień. Pierwsza selekcja, rozmowa z lekarzem: "Inseminacje w Waszym przypadku nie mają sensu, widać to po wynikach z Polski, zaczynamy terapię hormonalną, in vitro w grudniu". Nasza reakcja - "Możesz powtórzyc to jeszcze raz?", Niedowierzanie, po tylu latach. Pierwsza próba - tylko jedna pobrana komorka i tylko jeden zarodek (ale udany) zakończyla sie niepowodzeniem. Kolejna wizyta: "Chcesz kontynuowac ,czy potrzebujesz przerwy" Oczywiscie, że chciałam. "Z reguły transferujemy jeden zarodek, ale teraz spróbujemy z dwoma, potrzebna jest większa stymulacja hormonalna, jeden drugiemu pomoże" i dalsze cierpliwe, dlugie, pełne spokoju, ciepła wyjaśnienia. Każda wizyta u innego lekarza (zgodnie z dyżurami w szpitalu), ale w komputerze były wszystkie potrzebne informacje, żadnych wątpliwosci dotyczących decyzji innego lekarza, nagroda za te wiele lat "poniewierki". W kwietniu kolejny transfer, pobrano kilka komorek i tylko dwa zarodki. Transfer tych dwóch, na który "wyskoczylam" z pracy. W maju test - jestem w ciąży!!! Udało sie! Będziemy mieli dziecko.
Potem obawy, czy ciąża przebiegnie prawidłowo, strach o dziecko. Wizyta w szpitalu: "Będziecie rodzicami bliźniąt. Cieszymy się razem z Tobą". Oj, wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to znaczy....... ale to już zupełnie inna historia.
 
Teraz jestem mamą cudownej ślicznej dziewczynki i cudownego przystojnego chłopczyka. Własnie się obudziły......

Miesiąc temu skończyłam 40 lat, jestem pełna planów i pomysłów na przyszłość, mam power, kocham życie....... a kilka lat temu czułam się, jakbym byla 10 lat starsza. Byłam niespełnioną kobietą. Jaką kobietą?
Pozdrawiam, życzę powodzenia w walce o in vitro w Polsce!

Aga - mama bliźniąt z in vitro
Comments