Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

B. - nasza droga jest inna

opublikowane: 17 sty 2009, 05:02 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 28 sty 2009, 07:24 ]
Kiedy słyszałam o niepłodności, myślałam - abstrakcja, mnie to nie dotyczy. Jesteśmy młodzi, zdrowi. A jednak ciąża się nie pojawiała. Lekarze też bagatelizowali. Mówili: proszę się starać; badania? po co?
W końcu się uparliśmy i zrobiliśmy badania. Diagnoza: czynnik męski, oligoasthenoteratozoospermia, długo nie mogłam przeczytać tej nazwy, dziś znam ją na pamięć. Leczenie operacyjne i farmakologiczne dawały nadzieję, a potem ją odbierały, nie przynosząc oczekiwanych efektów.

In vitro wydawało nam się wyrokiem. Ostatecznością. A jednak, kiedy zostaliśmy definitywnie skierowani do tej procedury, odetchnęliśmy z ulgą - nareszcie coś konkretnego. Nareszcie jest duża szansa, że ktoś nam pomoże w naszej chorobie.

TAK - stosowałam antykoncepcję.
Mimo tego jestem całkowicie zdrowa, o niepłodności decyduje stan zdrowia męża.
NIE - nie prowadziliśmy rozwiązłego życia.
TAK - zaufaliśmy lekarzom, bo chcemy, żeby nasze dzieci miały szansę się urodzić.
NIE - nikt nie podjąłby ryzyka wyprodukowania kilkudziesięciu komórek w jednym ciele, nie powstałoby z tego kilkadziesiąt embrionów. Organizm kobiety nie byłby fizycznie w stanie tego znieść.

Nam udało się stworzyć trójkę embroników. Czekam na ich podanie, myślimy o nich już jako o naszych dzieciach.
Nie było łatwo - dużo leków, badań, uciążliwe zastrzyki. Też wolelibyśmy przyjemny "akt małżeński" - ale nasza droga jest inna. Nie jest gorsza, nie jest grzeszna - po prostu inna. Wierzę, że powitamy całą trójkę na świecie.

B. (w oczekiwaniu na transfer)
Comments