Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

D&O - wierzymy, że nasze marzenie się spełni

opublikowane: 17 sty 2009, 11:07 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 26 sty 2009, 07:47 ]
Miało być „zwyczajnie”...  małżeństwo, potem dzieci. A jesteśmy właśnie przed wizytą w kolejnej klinice leczenia niepłodności. Liczymy, że tam znajdziemy nasze szczęście.

Przed ślubem nie prowadziliśmy rozwiązłego trybu życia, nie miałam aborcji –  co sugeruje Kościół jako przyczynę niepłodności. Owszem brałam tabletki antykoncepcyjne, ale one nie mają nic wspólnego z naszą niepłodnością.

Próbowaliśmy zajść w ciążę naturalnie.
Wizyty u lekarzy, szczegółowa obserwacja cyklu, badania hormonalne moje i męża. Hmmm… to nic innego jak proponowana w mediach naprotechnologia – alternatywa dla in vitro. Jak widać nie pomaga ona zajść w ciążę. Przynajmniej nie w naszym przypadku. Osoby dotknięte niepłodnością w większości przypadków przeszły proponowane przez naprotechnologię metody diagnostyczne na początku swojej drogi.

Droga do upragnionego dziecka jeszcze przed nami. Szkoda ,że będzie przebiegała w takiej atmosferze, w trakcie „ wojny o in vitro”.

Boimy się, że gdy wejdzie w życie proponowana ustawa bioetyczna nasze marzenie o dziecku nie będzie miało okazji się ziścić.
Wiem, marzenia są po to żeby je mieć i nie każde może się spełnić.

Nie rozumiem jednak jak we współczesnym świecie, kiedy medycyna jest w stanie pomóc w realizacji marzeń i pragnień osobom niepłodnym, ma o tym decydować Kościół i osoby z nim związane? Jak można osobom, które od wielu lat walczą o dziecko i decydują się na in vitro mówić, że są mordercami własnych dzieci? Dzieci upragnionych, o które walka okupiona jest latami leczenia, wizyt u różnych lekarzy, chwilami zwątpienia, łez, załamaniem.
Skoro medycyna jest w stanie pomóc osobom niepłodnym mieć własne dziecko, jak można ludziom zabronić skorzystania z tych metod? Jak można w momencie, gdy istnieje szansa na własne potomstwo, jako jedyną alternatywę proponować adopcję?

Uprzedzę pytanie - nie jestem przeciwniczką adopcji. Nie każdy jest jednak na nią gotowy. Poza tym polski system adopcyjny pozostawia wiele do życzenia. Sytuacja wielu dzieci w domach dziecka jest nieuregulowana. Niektóre ośrodki adopcyjne nie przyjmują dokumentów, na dziecko czeka się czasem wiele lat.

Nie każdy musi mieć dzieci. Pewnie, że nie każdy. Są osoby, które z własnego wyboru wybierają bezdzietność. Ale jeśli jest choćby cień szansy, że można dzieci mieć i bardzo się tego pragnie, to dzięki np. in vitro trzeba z tej szansy skorzystać. Z szansy, którą chce nam odebrać bezduszna, nieprzemyślana ustawa.

Polska nie jestem krajem wyznaniowym. Kościół nie może decydować, co jest dla nas dobre a co złe.

Mam nadzieję ,że ustawa Pana Gowina w obecnym kształcie nie ma racji bytu. Wierzę, że są w naszym parlamencie osoby, dla których liczy się dobro ludzi i głos ludzi. A osoby niepłodne przestaną być postrzegane przez społeczeństwo i kościół jako „ci gorsi”, mordercy własnych zarodków i osoby, dla których posiadanie dziecka to tylko dobro konsumpcyjne.

D&O ( mam nadzieję, że niedługo rodzice)
Comments