Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Ewa - wciąż mamy nadzieję...

opublikowane: 1 mar 2009, 09:17 przez PaniJuti
Mam na imię Ewa. Mam 38 lat i 7-letniego synka dzięki in vitro.
 
Jestem niepłodna. Na naturalne zajście w ciążę nie miałam szans nigdy.
Mam endometriozę, prawdopodobnie od kiedy zaczęłam miesiączkować, dokładnie nie wiadomo, gdyż wtedy nie było dobrych metod diagnostycznych, nie było nawet usg. Kiedy po 6 latach bardzo bolesnych miesiączek zdiagnozowano torbiele obu jajników, miały wielkość dużych grejfrutów. Rodzice nie zgodzili się na operację, bo bali się że usuną mi jajniki i nie będę mogła mieć  dzieci. Kiedy miałam 22 lata wyjechałam na stypendium zagranicę, gdzie robiono już laparoskopię (w Polsce jeszcze nie) i usunięto mi torbiele, a endometriozę zaczęto leczyć farmakologicznie. Miałam szczęście: wcześnie postawiono mi diagnozę i zaczęto leczenie.
 
W wieku 23 lat wyszłam za mąż, pierwsza z koleżanek. Mąż był moim pierwszym partnerem seksualnym. Nigdy nie stosowaliśmy antykoncepcji. Pomimo leczenia torbiele ciągle mi rosły, a szanse na dzidziusia były marne. Kiedy miałam 29 lat, miałam za sobą 3 operacje usuwania torbieli, i po nich zrosnięte jajniki i jajowody.
Koleżanki miały już dzieci, rodzina pytała kiedy my będziemy mieć dziecko. To bardzo bolało. Uciekłam w pracę, pracoholizm, mąż też. Nasze małżeństwo rozpadało się. Oddaliliśmy się od siebie, oddaliłam się od rodziny. Łatwiej było, gdy ludzie myśleli, że robienie kariery i brak dziecka to mój wybór, a nie dramat.
Oprócz dziecka mieliśmy wszystko: mieszkanie, dobre prace, samochody i na szczęście pieniądze. I dobrego ginekologa, który polecił nam in vitro.
 
Z niedrożnymi zrośniętymi jajowodami i torbielami rosnącymi w prawie każdym cyklu nie miałam innej nadziei na zajście w ciążę. Kilkakrotnie przechodziłam stymulacje przerywane z powodu rosnących torbieli. Przy pierwszym in vitro podano 2 zarodki, zaszłam w ciążę trojaczą. Cieszyliśmy się bardzo, ale pod koniec drugiego miesiąca dzieci umarły.
Na szczęście mieliśmy jeszcze 3 zamrożone zarodki. Podano je wszystkie.
 
Z jednego z nich rozwinął się tak długo oczekiwany syn.
 
Cud medycyny i Boga. Uratował nasze małżeństwo, połączył naszą rodzinę. Nie jesteśmy już samotnymi, zdruzgotanymi ludźmi, którzy czują się gorsi. Jesteśmy szczęśliwymi rodzicami. Nasz syn jest zdrowy, inteligentny, radosny. Cieszymy się że jest.
Bardzo pragniemy następnych dzieci z in vitro, od 4 lat staramy się o nie, nasz syn pragnie rodzeństwa, a babcie dalszych wnuków.
 
Wciąż mamy nadzieję.
 
Ewa - mama Synka po in vitro
Comments