Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Mama - dziecko uratowało mi życie

opublikowane: 10 sty 2009, 00:18 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 28 sty 2009, 07:21 ]
Nie uważam, żebym sobie zapracowała na moją chorobę.
 
Nie puszczałam sie na lewo i prawo, mój mąż to mój jedyny mężczyzna. Pierwszy raz współżyliśmy w noc poślubną. Nie zwlekałam z macierzyństwem na rzecz kariery - w dniu ślubu miałam 22 lata, nigdy nie stosowaliśmy żadnych środków antykoncepcyjnych. Nie paliłam, nie nadużywałam alkoholu, nie chodziłam z nerkami na wierzchu.
 
Decyzja o in vitro nie została podjęta ot tak sobie. Najpierw zestaw cykli stymulowanych, za każdym razem nadzieja a potem rozpacz. Potem jedna inseminacja, druga, trzecia. Świat się walił coraz bardziej.
 
Wahaliśmy sie długo, ale w końcu podjęlismy decyzję o in vitro. I znów ogromna nadzieja i jeszcze większa rozpacz.
To było tuż przed Swiętami Bożego Narodzenia. Wigilię spędziliśmy sami, płacząc w ciemnym pokoju.
 
Jeszcze jedna próba - no i po 6 latach mamy DZIECKO. Oddech mojego życia, sens mojego istnienia.
 
I ktoś pewnie nazwie mnie teraz egoistką. Jego sprawa, ale to dziecko uratowało mi życie. Może i jest to egoizm z mojej strony, ale codziennie dziękuję za ten dar i nie wyobrażam sobie istnienia bez niego. Nie mamy zadnych "nadliczbowych zamrożonych zarodków", bo teksty o wyprodukowanych dziesiątkach zarodków to też bujdy. A szkoda, bo marzymy o rodzeństwie dla naszego dziecka. Mam nadzieję, że w naszym kraju bedzie to możliwe.

Mama po drugim in vitro
Comments