Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Novinka77 - ciągle wierzymy i czekamy

opublikowane: 17 sty 2009, 07:52 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 27 sty 2009, 00:14 ]

Kiedy 2 lata temu zapragnęliśmy dziecka pomyślałam: pewnie nie uda się za pierwszym razem, ale pewnie po trzecim, czwartym już będę w ciaży... Mierzyłam sobie PTC, więc mój cykl był dla mnie otwartą księgą - wykresy temepratur były książkowe. Zresztą zawsze byłam przeświadczona o moim dobrym zdrowiu w tym względzie. Niestety bardzo się myliłam. Ciąża się nie pojawiała... Zaczęły się dociekania, badania, laparoskopia... Długo nie mogłam sama przed sobą przyznać, że cierpimy na niepłodność. Dopiero po roku zmagań przestałam siebie okłamywać i nazwałam problem po imieniu.

W ostatnim roku musieliśmy podjąć też zabiegi inseminacji. Po 4 nieudanych próbach przyszły wakacje, odpoczynek. Byliśmy bardzo wyczerpani psychicznie tym wszystkim. Cieszyłam się, że o dziwo udało mi się zapomnieć o problemach i leczeniu. We wrześniu mieliśmy podjąć kolejne próby inseminacji - ostatnie dwie przed ewentualnym in vitro... Jednak zdarzył się cud. Zdążyłam przyjąć tylko leki na stymulację, owulacja nastąpiła sama -j akby za wcześnie - i zaszłam w ciążę. Dziękowałam Bogu za ten cud. Radość była ogromna, ale i dużo lęku... Niestety w 16 tygodniu ciąży poroniłam - odkleiła mi się 'bez powodu' kosmówka, nasze maleństwo umarło, choć było zdrowe...

Dziś wiem, że mogę zajść w ciążę. Jednak to nie umniejsza mojego bólu po stracie córeczki.

Cieszę się, że nie musiałam korzystać z in vitro, ale nie dlatego, że uważam to za egoistyczne, czy też, że to zabawa w Pana Boga. Po prostu dlatego, że to bardzo, bardzo ciężka droga, która zazwyczaj jest juz poprzedzona trudnymi zmaganiami. In vitro wymaga wiele poświęceń, obarczone jest cierpieniem i niepewnością, bo przecież to nie gwarancja na dziecko, jak się niektórym wydaje. Nie wspomnę o kosztach...

Czy in vitro jest pójściem na łatwiznę, jak niektórzy mówią? Nie sądzę! To ostateczny krok i za razem wielki wyraz miłości dwojga ludzi do siebie w obliczu niepłodności.

Dwa lata badań i zabiegów inseminacji bardzo nas obciażyły psychicznie. Ja wiem już, że mogę zajść w ciążę, ale nie wiem, czy mogę ją donosić, dlatago nie skorzystam z in vitro. Kamień spadł mi z serca, bo przecież in vitro to najtudniejsza, ostateczna z dróg - nie z wyboru, ale z konieczności!!!

Przed nami znów badania i próby - dajemy sobie na nie jeszcze może 2-3 lata... Akceptujemy i rozważamy z mężem adopcję. Jestem spokojna i wierzę że kiedyś bedziemy szczęśliwą, dzieciatą rodzinką. Ale są ludzie, którzy nie będą umieli dać szczęśliwego dzieciństwa adoptowanemu dziecku, dlatego nie wolno odbierać im prawa do skorzystania z tej ostatniej szansy na szczęśliwe macierzyństwo jaką jest in vitro!!!

Nowinka77 (na pewno będzie kiedyś mamą :) )
Comments