Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Ola - nasze dziecko jest owocem naszej miłości

opublikowane: 17 sty 2009, 04:15 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 28 sty 2009, 07:23 ]
Nie wiem od czego zacząć - tysiące myśli kłębi się w mojej głowie - czy pisać o bólu, lęku, o tym jak nazwano nas mordercami , czy o szczęściu, radości i cudzie, którego dane było nam doświadczyć?

Teraz gdy głaszczę 20-tygodniowy brzuch, w którym śpi mój najukochańszy synek, jest mi ciężko, kiedy pomyślę, że inne kobiety mogą tego nie doświadczyć.

Zacznę od początku. Jesteśmy z mężem rówieśnikami - mamy po 29 lat. Poznaliśmy się na pierwszym roku studiów i byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami zarówno życiowymi jak i seksualnymi - tak, wiem ,jak to brzmi w obecnych czasach...

Skończyliśmy studia i chcieliśmy godnie żyć , ale nasze państwo tego nie zapewnia - problemy mieszkaniowe, problemy z pracą. Wyjechaliśmy za granicę, gdzie spędziliśmy 2 lata naszego zycia. Po powrocie wzięliśmy ślub i podjęliśmy decyzję o powiększeniu rodziny. Jeszcze dziś pamiętam ,jak wazna była to decyzja i jakie emocje temu towarzyszyły. Od samego początku marzyliśmy o tupocie małych stópek, zastanawialiśmy się do kogo bedzie bardziej podobne, czy to bedzie chłopiec czy dziewczynka,j ak bedzie wyglądał pokoik dziecięcy. Mijały miesiące a nam się nie udawało. Zaczęłam chodzić do lekarzy - każdy zapewniał, że do roku starań nie mamy się co martwić.
 
Nalegałam, więc zlecono mi kilka badań. Mijał cykl za cyklem, a ja wykonywałam kolejne i kolejne badania - wszystkie były w porządku. Kiedy tuż przed Świętami Wielkanocnymi na monitoringu owulacji stwierdzono jajeczkowanie, jak na skrzydłach pobiegłam do domu a w uszach brzmiały mi słowa lekarza: "W tym cyklu napewno się uda - piekna owulacja" .
Nie udało się.

Mąż bez słowa zdecydował się na badanie nasienia, byliśmy pewni, że zablokowaliśmy się psychicznie i po otrzymaniu dobrych wyników męża na pewno wszystko się uda. Sporo czytałam o parametrach nasienia i kiedy mąż pokazał mi wynik, zrobiło mi się słabo.
Kryptoasthenozoospermia (tylko pojedyncze plemniki,do tego 99% patologicznych) ugięły mi się kolana, a po głowie kołatała się jedna myśl - nie mamy szansy na dziecko,c o teraz będzie???!
 
Całą drogę do domu milczeliśmy, nie było mowy o obiedzie czy planowanych zakupach - zaczęliśmy płakać jak dzieci. Mąż chciał się leczyć, ale okazało się, że tego się nie leczy, a na dodatek nikt nie potrafił nam odpowiedzieć, co jest przyczyną tego, że zdrowy, młody męzczyzna, którego wyniki wielu badań są w normie, ma takie parametry nasienia.

Poszliśmy po poradę do lekarza u siebie w mieście. Powiedział nam, że naszą jedyną szansą jest zabieg ICSI, polegający na wprowadzeniu za pomocą bardzo cienkiej szklanej igły pojedyńczego plemnika bezpośrednio do wnętrza komórki jajowej. Zdecydowaliśmy się zawierzyć jednej z warszawskich klinik leczenia niepłodności. Nie wahaliśmy się nawet chwili, poddałam się stymulacji hormonalnej, punkcji i transferowi. Te dwa tygodnie oczekiwania na wyniki to były najdłuższe tygodnie w moim życiu i pewnie nie udałoby mi się tak spokojnie ich przezyć, gdyby nie moje przyjaciółki z forum "Nasz Bocian", które wspierały mnie, gdy traciłam nadzieję.

Razem z mężem pojechaliśmy po wyniki testu z krwi - nawet nie będę próbowała opisać, jakie emocje temu towarzyszą - ten kto tego nie przeżył, nigdy nie zrozumie. Wynik ten zapamiętam do końca życia HCG 127-CIĄŻA. Łzy, szok, szczęście, euforia to jedyne co pamiętam.

Cała ta sytuacja jeszcze mocniej nas do siebie zbliżyła, zawsze wiedziałam, ale teraz jestem pewna, że nic nas nie złamie, kochamy się i razem jesteśmy niepokonani.
Kiedy ktoś próbuje wmówić nam, że nasze dziecko nie powstało w akcie miłości - myli się. Taka miłośc jest wyjątkowa i nie każdy może jej doświadczyć, a przede wszystkim nie kończy się na poczęciu - trwa cały czas. Mąż bardzo o nas dba, zajmuje się całym domem, żebyśmy my mogli wypoczywać, a kiedy co wieczór całuje mój brzuch i rozmawia ze swoim synem,  łzy ciekną mi po policzkach.
To jest miłość - a nasz syn jest jej owocem.

A Bóg?? Ja wierzę, że był z nami podczas naszej walki i wspierał nas - bez niego nie dalibyśmy rady - to dzięki niemu już niedługo będę mamą a mój mąż tatą.
 
Ola - czeka na synka po zabiegu in vitro (ICSI)
Comments