Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Grażyna (ciąża po in vitro)

opublikowane: 27 gru 2008, 11:58 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 26 sty 2009, 07:46 ]
To był jeden z wielu niczym nie wyróżniających się dni w ciągu roku. Nadeszła jesień, korony drzew majestatycznie zmieniały kolory z zielonego na czerwony i złoty... Dzień, jak co dzień, jednak było coś, co sprawiło, że TEN dzień okazał się być tak bardzo odmienny od innych. Sprawiła to MYŚL, która najpierw delikatnie zatrzepotała jak skrzydła motyla, pojawiła się trochę niepewna, czy będzie mogła zostać, po czym – niczym ziarenko w życiodajnej ziemi – zapuściła korzonki i rozkwitła, jak najpiękniejszy kwiat, nadając sens całemu życiu i wyznaczając najważniejszy do osiągnięcia cel. Tym celem stało się doznanie CUDU, jakim jest poczęcie, narodziny i macierzyństwo.
Ta MYŚL, kiedy tylko z wątpliwości przemieniła się w zdecydowaną pewność, stała się początkiem szeregu działań, które przyszła mama zdecydowała się podjąć dla osiągnięcia wymarzonego celu. W tym samym momencie, w którym MYŚL stała się równoznaczna z DZIAŁANIEM, pojawiło się ONO. Lekkie jak puch spłynęło nie wiadomo skąd i usiadło na jednej z wielu chmurek.
Od tej pory każdego dnia ONO wyglądało zza swojej chmurki i szukało MAMY. Nie było to jednak łatwe zadanie. Zdawało sobie sprawę, że może przynieść szczęście tylko jednej mamie a przecież na ziemi było ich tyle i każda zasługiwała na ten CUD. Kiedy jednak ONO rozejrzało się wokół zobaczyło, że na szczęście również na innych chmurkach bujają się małe istotki szukające swoich mam. Wówczas ONO pomyślało sobie, że na każdą mamę gdzieś tutaj, na chmurkach, czeka przecież ich własne szczęście i już spokojne zaczęło się znowu rozglądać.
Mijało coraz więcej czasu i w końcu ONO postanowiło dać ogłoszenie. Napisało więc: „Szukam brzuszka na wynajem na 9 miesięcy. Oczekuję tylko poważnych odpowiedzi”, i poprosiło słońce o przesłanie tej wiadomości na ziemię.
Jakie było Jego zdziwienie, kiedy dosyć szybko otrzymało list: „Wynajmę brzuszek na 9 miesięcy i całą siebie na całe życie. Czekam tutaj na Ciebie – moje Ty Szczęście!” ONO nie posiadało się z radości i szybciutko odnalazło swoją MAMĘ, jednak okazało się, że musi upłynąć jeszcze dużo czasu i trzeba będzie pokonać wiele przeszkód, zanim będzie mogło zamieszkać w jej brzuszku.
MAMA miała jakieś problemy zdrowotne, z którymi musiała się najpierw uporać. Na szczęście należała do tych mam, które są odpowiedzialne i starają się żyć świadomie. Udała się do lekarza, który jednak nie potraktował jej poważnie, bo przecież „Jest Pani taka młoda” i zamiast docenić jej odpowiedzialność podszedł do całego problemu bardzo pobieżnie i zapisał jej tylko lek wywołujący pożądane objawy ale nie likwidujący przyczyny. MAMA jednak nie wiedziała o tym i była bardzo zadowolona. Dopiero po dwóch latach do MAMY dotarło, że ten lekarz jej nie pomoże.
Musiał minąć rok, żeby po tym rozczarowaniu MAMA zdecydowała się podjąć leczenie – tym razem w specjalistycznej poradni, gdzie postawiono w końcu jakąś diagnozę. Co prawda lekarz dziwił się, po co MAMA chce się leczyć skoro jeszcze nie planuje ciąży ale MAMA się tym nie przejmowała, bo wiedziała, że chce być po prostu pewna, że jest w pełni przygotowana na czas, kiedy nadejdzie TEN moment.
ONO tymczasem już się cieszyło na szybkie z nią spotkanie, jednak wówczas uświadomiło sobie, że oprócz MAMY musi mieć przecież jeszcze TATĘ. Pomimo wielkiej chęci zdawało sobie sprawę, że w tej kwestii MAMA jest zdana wyłącznie na siebie. A nie było jej łatwo znaleźć tego jedynego - właściwego i odpowiedzialnego, z którym mogłaby spokojnie oczekiwać pojawienia się w ich życiu upragnionego SZCZĘŚCIA.
Minęło sześć lat od podjęcia kolejnego leczenia i aż dziewięć od pojawienia się MYŚLI. Były to lata czasem radosne a czasem smutne, ale zawsze naznaczone oczekiwaniem na TEN WŁAŚCIWY MOMENT. Przez ten czas, co roku MAMA jeździła do swojego lekarza na kontrolne badania i za każdym razem słyszała pytanie: „I co – zdecydowała się Pani?”. A ona za każdym razem chciała odpowiedzieć - „Ja jestem Panie doktorze zdecydowana już od dziewięciu lat!” Ale wiedziała, że lekarz by tego nie zrozumiał, więc przyjmowała z pokorą drwiący uśmiech i wychodziła z gabinetu z kolejną receptą.
I wtedy właśnie, pewnego listopadowego dnia, MAMA spotkała Miłość Swojego Życia. Od pierwszego spojrzenia wiedzieli obydwoje, że byli sobie przeznaczeni i że od tej chwili będą już na zawsze razem... Połączyło ich uczucie przepiękne, szczere, uczciwe i prawdziwe. W tej samej chwili ONO zrozumiało, że oto właśnie MAMA znalazła TATĘ.
Przepełnieni radością i nadzieją MAMA z TATĄ czekali na chwilę, kiedy miało się spełnić ich największe MARZENIE, marzenie o dziecku. MAMA udała się do swojego lekarza, chcąc z radością poinformować go, że w końcu nadszedł TEN moment i poprosić o jakieś wskazówki. Jakie było jej zdumienie i rozczarowanie, kiedy okazało się, że lekarz ten jest tutaj po raz ostatni ponieważ właśnie zmienia miejsce przyjmowania pacjentek, ale pomimo tylu lat nie proponuje jej kontynuowania leczenia. Nie zamierza nawet poświęcić jej chociażby pięciu minut i obcesowo stwierdza, żeby udała się do kogokolwiek innego ze „swoim problemem”. MAMA poczuła olbrzymi żal i rozgoryczenie ale nie miała siły spierać się z nim, bo wiedziała, że w tej właśnie chwili straciła do niego całe zaufanie.
Po kilku miesiącach i bezsensownych wizytach u innych lekarzy MAMA była coraz bardziej smutna i zrezygnowana a ONO coraz bardziej pełne obaw, że MAMA się podda. Na szczęście MAMA zdecydowała się jednak po raz kolejny spróbować znaleźć lekarza, który potraktowałby ją poważnie i był w stanie jej pomóc.
Z wielką niepewnością w sercu pojechała do wybranej kliniki i już podczas pierwszego spotkania z lekarzem wiedziała, że to jest TO miejsce, TEN lekarz, i że teraz to już naprawdę wyłącznie kwestia czasu i już niedługo będzie mogła w końcu wynająć swój brzuszek na dziewięć miesięcy a siebie samą na całe życie.
Okazało się jednak, że LOS znowu wystawił jej cierpliwość na próbę i kazał czekać. Pierwsze siedem miesięcy minęło na licznych wizytach i badaniach, którym również poddawał się TATA - z taką samą wiarą i nadzieją czekający na CUD. Kiedy w końcu lekarz zaproponował metodę, dzięki której – według niego – miało się spełnić najważniejsze MARZENIE MAMY i TATY, nie mogli posiąść się z radości. Uwierzyli, że już za kilka tygodni stanie się TO, na co przecież czekali już tak długo. Byli pewni, że wzmocnione żołnierzyki TATY, przeprowadzone przez barierę do tej pory dla nich nie do przejścia, dotrą wreszcie do miejsca, w którym zaczyna się ŻYCIE.
MAMA od pierwszego momentu wierzyła, że się udało i czekała ze spokojem na moment, kiedy usłyszy te magiczne słowa o ciąży... Nie wiedziała tego, co ONO, że to jeszcze nie ten czas, że czeka ją olbrzymia tragedia i wielki ból. Zaledwie po trzech dniach jej mama odeszła do krainy wiecznego spokoju... JEJ mama a JEGO babcia... MAMA płakała a ONO razem z nią. MAMIE było tak bardzo smutno, że ONO nigdy nie będzie mogło przytulić się do tej babci, poczuć jej rękę na swojej głowie, otrzymać jej pocałunek w policzek, śmiać się razem z nią i bawić się całymi dniami. ONO wiedziało, że BABCIA była najwspanialszą babcią na świecie i chociaż miało nigdy jej nie poznać, to strasznie mocno ją pokochało i już tęskniło.
Kiedy MAMA otrzymała wynik badania, który potwierdził, że tym razem ONO jeszcze nie zamieszkało w jej brzuszku, bardzo posmutniała i zapłakała ale jej serce było już tak bardzo przepełnione cierpieniem, że pomyślała, że może tak miało być, aby mogła w pełni przeżyć odejście swojej mamy.
Nadszedł nowy cykl a razem z nim zjawiła się nowa nadzieja. MAMA zdecydowała się po raz drugi na zabieg. Podeszła do niego bardzo spokojnie i z olbrzymią wiarą w powodzenie. Wiedziała, że czekają ją dwa długie tygodnie oczekiwania na wynik ale była przekonana, że tym razem się uda. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy ONO okaże się chłopcem, czy dziewczynką i jakie mogłaby im nadać imiona. ONO wiedziało, że płeć nie ma żadnego dla niej znaczenia i bardzo się z tego ucieszyło bo nie chciałoby jej rozczarować.
Czas mijał, kolejne dni rozciągały się w nieskończoność a MAMA coraz bardziej się niepokoiła. Starała się wsłuchiwać w swój organizm i wyczuwać jakiekolwiek objawy świadczące o tym, że się udało ale nie czuła NIC. Nie wiedziała, czy jest to powód do radości czy raczej smutku. Prosiła w duchu ONO, żeby dało jej jakikolwiek znak ale ONO milczało. Nawet wtedy, kiedy TATA po raz pierwszy zaczął mówić do brzuszka, że mimo tego, iż jeszcze nie wiadomo, czy ONO już się wprowadziło do nowego domku, to oni już je kochają i czekają na nie z utęsknieniem. ONO pomyślało tylko, że będzie miało wspaniałego TATĘ i że też nie może się już doczekać spotkania. Trochę się martwiło, bo wiedziało, że to jeszcze nie teraz i że MAMA bardzo się zasmuci ale nie wiedziało, jak jej to powiedzieć. Czekało więc na swojej chmurce aż MAMA sama się tego dowie.
Nadszedł dzień testu i kiedy znowu pojawiła się jedna kreseczka MAMA bardzo się zmartwiła. Czuła żal, smutek, rozgoryczenie i rezygnację. Wiedziała, że to dopiero była druga próba ale przecież zaczęli się starać już tak dawno temu a kiedy pojawiła się większa szansa i większa nadzieja, równie większe było rozczarowanie. Razem z TATĄ płakali i pocieszali się nawzajem a ONO płakało z nimi. Płakało, bo nie mogło ich w żaden sposób pocieszyć. Płakało, bo tak bardzo chciałoby zamieszkać już w MAMY brzuszku. Na chmurce było całkiem przyjemnie ale nie miało tam nikogo, do kogo mogłoby się przytulić, do kogo mogłoby powiedzieć: „Kocham cię”. Poza tym trochę się martwiło, czy MAMA nie zrezygnuje.
„Mamo!” - zawołało. „Pamiętaj, że bez smutku nie ma radości! Już wkrótce się spotkamy! A wtedy zapomnisz o lęku przed niespełnionym marzeniem, o żalu, że się po raz kolejny nie udało, o wszystkich trudach i smutkach! Już niedługo będziemy razem – obiecuję!”.
MAMA jednak ciągle była smutna a niektórzy ludzie dodatkowo ją ranili, bezrozumnie radząc, żeby „sobie odpuściła” i twierdząc, że po prostu „za bardzo się stara”. MAMA nie wiedziała, jak można się „mniej starać”, więc nie podejmowała z tymi osobami dyskusji. Wiedziała, że ten, kto cieszy się swoimi dziećmi nie jest w stanie zrozumieć jej walki o Największe Szczęście.
Mijał dzień za dniem a MAMA ciągle zadawała sobie pytanie, dlaczego się nie udaje i zastanawiała się, co jeszcze mogłaby zrobić, żeby ONO mogło wprowadzić się do jej brzuszka. ONO, bujając się na swojej chmurce, chciało skontaktować się z MAMĄ i dać jej znać, żeby się nie martwiła, że nadejdzie jeszcze ta chwila, kiedy się spotkają ale złośliwy wiatr rozdmuchiwał jego słowa w powietrzu... Pewnego dnia postanowiło więc wysłać do MAMY wiadomość szyfrem, tak, żeby wiatr się nie zorientował a MAMA zrozumiała, że ONO tutaj jest, że czeka na nią i to tylko kwestia czasu... Poprosił o pomoc swoich dobrych znajomych i od tej chwili przemycał wiadomości w szumie drzew, spadających liściach, promieniach słońca a nawet kroplach deszczu... MAMA na szczęście zrozumiała te znaki i uwierzyła, że tak naprawdę jedyną przeszkodą jest czas, że prędzej czy później się spotkają.
Razem z TATĄ zdecydowali się spróbować jeszcze raz. Tym razem jednak nie byli już tak bardzo pewni, że się uda. Bali się nastawiać na powodzenie, żeby potem nie czuć tak mocno rozczarowania. Zarazem jednak starali się wciąż mieć nadzieję i wierzyć ponieważ byli przekonani, że bez wiary i nadziei nie ma sensu podejmować kolejnych prób.
Kiedy i tym razem okazało się, że ONO jeszcze do nich nie przyszło, MAMA zaczęła się poważnie zastanawiać nad innymi możliwościami spełnienia ich MARZENIA. Cały czas wierzyła, że się uda ale chciała też mieć jakiś dalszy plan, ponieważ świadomość, że będą mieli jeszcze jakąś inną możliwość pozwalała jej łatwiej radzić sobie z kolejnymi niepowodzeniami. Razem z TATĄ podjęli więc decyzję o ostatniej próbie dotychczasową metodą, decydując się w razie niepowodzenia na wykorzystanie innej możliwości, nazywanej programem ICSI, wzbudzającej sporo kontrowersji ale dającej dużo większe szanse.
Widząc po raz kolejny jedną kreskę na teście MAMA pomyślała, że każdy taki widok to kolejna rysa na sercu i zadawała sama sobie pytanie, ile jeszcze takich rys może się pojawić zanim jej serce całkiem pęknie. Wiedziała, że jest tylko jedno spoiwo, które może sprawić, że wszystkie rysy i blizny znikną – ONO.
Za każdym razem, kiedy okazywało się, że ciąży ciągle nie ma, pojawiały się nie wiadomo skąd setki złych myśli, które jak czarne kruki krążyły nad MAMĄ i starały się zasiać chociaż cień wątpliwości w jej serce. Jednak MAMA była przekonana, że nie może się poddać tym myślom i chociaż czasami przegrywała z nimi pojedyncze bitwy, to jednak wciąż miała olbrzymią nadzieję na wygranie całej wojny i nie pozwalała, żeby rozgoryczenie i rezygnacja zbyt długo panoszyły się w jej domu. Wiedziała, że ONO przecież gdzieś tam jest i że musi zrobić wszystko, żeby ONO mogło w końcu się wprowadzić do jej brzuszka.
MAMA zauważyła, że im więcej mijało czasu tym ona stawała się coraz bardziej spokojna i cierpliwa. Wiedziała, że czas mija nieubłaganie ale zdawała sobie sprawę, że załamywanie się, nerwy i pośpiech nic tu nie dadzą. Dlatego też, kiedy mając nadzieję na wyznaczenie terminu rozpoczęcia programu, do którego zdecydowali się przystąpić, dowiedziała się, że jeden z jej wyników nie jest jednoznaczny i że znowu trzeba czekać, być może miesiąc a może i dłużej, nie podłamała się tylko z ufnością czekała cierpliwie na moment, kiedy miało się okazać, że nie ma już żadnych przeciwwskazań i można zacząć przygotowania do zabiegu.
Pomimo wielu negatywnych opinii na ten temat MAMA z TATĄ nigdy nie mieli żadnych wątpliwości, że jest to słuszna droga. Wiedzieli, że przecież dziecko poczęte dzięki tej metodzie będzie ICH dzieckiem, z ICH krwi, z ICH komórek, z ICH genami. To będzie dziecko poczęte z miłości, dziecko wymarzone, wyczekane i kochane zanim jeszcze się pojawiło.
MAMA wiedziała, że ta metoda wiąże się z dużym obciążeniem dla organizmu i dla psychiki, że będzie musiała poddać się serii zastrzyków, i że nikt nie da im 100% gwarancji na powodzenie, ale nie wahała się ani chwili. „Być może to jest właśnie ta droga, którą musimy przebyć aby zdobyć nasze SZCZĘŚCIE”, pomyślała.
Od pierwszego momentu, kiedy dostali zielone światło od lekarza, czuła jakąś radość i ekscytację w sercu. Była pewna, że zniesie wszystko, wszystkie skutki uboczne, że pokona wszelkie stany zwątpienia, niepewność i strach przed porażką. Wiedziała, że się nie podda, bo czym jest raptem miesiąc kłucia się, czym są te wszystkie skutki uboczne, czym są ciągłe badania i kolejne wizyty, kiedy w zamian może się spełnić największe MARZENIE ich życia.
Mijał dzień za dniem, MAMA dzielnie kłuła się każdego dnia a w chwilach, kiedy czarne kruki - myśli zaczynały krążyć jej nad głową powtarzała sobie, że nie może się poddać, bo przecież ONO już na nią czeka a każdy zastrzyk zbliża ich do siebie. Wówczas na jej twarzy pojawiał się piękny uśmiech, który sprawiał, że wszystkie czarne kruki rozpływały się nagle w powietrzu a zza śnieżnobiałych chmurek wyłaniało się słońce.
Przez cały czas MAMIE towarzyszył jednak lęk, czy jej organizm sprosta wyzwaniu. Na szczęście wszystko przebiegło zgodnie z planem i nadszedł w końcu ten ważny dzień, kiedy lekarz podał do jej brzuszka dwa pięciodniowe piękne blastusie. Teraz zostało już tylko czekać na efekt.
Kiedy MAMA z TATĄ wracali z kliniki do domu czuli, jak rozpiera ich pozytywna energia. „Czekamy na Ciebie już tak długo – mówiła MAMA - ale nigdy wcześniej nie byłam aż tak bardzo gotowa, żeby wynająć TOBIE swój brzuszek, jak w tej chwili”. I chociaż wydawało się, że już nie można bardziej pragnąć dziecka, to z każdym dniem RODZICE przekonywali się, że to pragnienie staje się coraz mocniejsze i mocniejsze, i że już nic innego nie ma dla nich znaczenia.
MAMĘ czekało teraz pięć weryfikacji, mających dać odpowiedź na pytanie, czy w końcu się udało. Do pierwszej – już po trzech dniach – MAMA podeszła bardzo spokojnie bo wiedziała, że służy ona tylko odpowiedniemu ustawieniu leków. Jednak kiedy zadzwonił telefon i lekarz podał jej wyniki, rozpłakała się jak małe dziecko. Do tego momentu nie zdawała sobie sprawy, z jakim napięciem oczekiwała na tą wiadomość i jak bardzo dusiła w sobie wszystkie emocje.
Kolejne trzy dni wypełnione były po brzegi niecierpliwością, obawą i niepokojem. RODZICE wiedzieli, że ten drugi wynik nie będzie co prawda decydujący ale da już odpowiedź na pytanie, czy mogą mieć jeszcze nadzieję, czy też nie. Każdy dźwięk telefonu wywoływał szybsze bicie serca i kiedy zadzwonił w końcu TEN telefon, MAMA obawiała się, że nie zdoła go odebrać, tak bardzo trzęsły się jej ręce. Kiedy usłyszała głos lekarza informujący, że beta wynosi 3,77, poczuła taki natłok emocji, że w pierwszej chwili nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać. Wiedziała, że nie jest to wynik bardzo dobry ale dający z drugiej strony sporą nadzieję…
Po czterech kolejnych dniach MAMA pojechała do kliniki na trzecią weryfikację. Jeszcze nigdy nie była tak zdenerwowana. Trzygodzinne oczekiwanie na wyniki i wizytę były jednym pasmem rozbieganych myśli, nerwowo splatanych palców i walki z czarnymi myślami. Kiedy już mogła wejść do gabinetu odniosła wrażenie, że jej nogi zrobiły się jak z waty i nie da rady się podnieść ani zrobić tych kilku kroków. W momencie, kiedy usłyszała słowa lekarza, że ma dla niej dobrą wiadomość, poczuła jak olbrzymi ciężar spada z jej serca, które robi się lekkie jak piórko, radosne i szczęśliwe, jak jeszcze nigdy dotąd. Najszybciej jak mogła zadzwoniła do TATY, żeby i on usłyszał tą dobrą nowinę. Obydwoje płakali, nie mogąc ze szczęścia wydobyć z siebie głosu.
MAMA pomyślała, że teraz już spokojnie będzie czekać na dwie ostatnie weryfikacje ale kiedy po kilku dniach pojawiło się plamienie, cały spokój znikł jak kamfora. W panice przełożyła zaplanowaną wizytę na dwa dni wcześniej, modląc się do Pana Boga, żeby nie odbierał im tego SZCZĘŚCIA, na które tak długo czekali. Na szczęście zarówno wyniki jak i badanie USG potwierdziły, że ciąża rozwija się prawidłowo, ale niepokój pozostał. „Obiecuję Ci moje TY kochanie – mówiła MAMA – że zrobię wszystko, żebyś już z nami został na zawsze!” A ONO odpowiadało – „Wiem mamo, że przeszłaś już tak długą i ciężką drogę ale proszę nie załamuj się teraz, kiedy jesteśmy już tak blisko! Nie pozwól mi odejść!”
MAMA starała się więc odpoczywać jak najwięcej i nie narażać maleństwa na żadne niebezpieczeństwa a TATA codziennie głaskał MAMY brzuszek i rozmawiał z maleństwem, mówiąc jak bardzo je obydwoje kochają.
Niestety po kilku dniach ponownie pojawiło się krwawienie, tym razem jednak dużo większe. MAMA nie mogła w to uwierzyć. Olbrzymi lęk i niedowierzanie zarazem, że być może właśnie żegna się z tak wytęsknionym maleństwem, towarzyszyły jej całą drogę do szpitala. „To nie może być prawda. – myślała – To się nie dzieje naprawdę. To byłoby zbyt okrutne!” Minuty w izbie przyjęć dłużyły się niemiłosiernie a MAMA płacząc szeptała: „Nie odchodź od nas! Błagam! Przecież tak mocno Cię kochamy! W moim brzuszku jest przecież Twój dom! TATA ma jeszcze tyle słów, które chciałby Ci powiedzieć, tyle piosenek, które chciałby Ci zaśpiewać!”
W końcu lekarz przyjął MAMĘ i zaczął ją badać. To były najstraszniejsze chwile w jej życiu! Nie potrafiła przestać płakać, nawet kiedy powoli zaczął do niej docierać sens słów, że nie ma aktywnego krwawienia, że to nie jest poronienie. Dopiero, kiedy na ekranie USG zobaczyła przepiękny pęcherzyk ciążowy, dużo większy niż ostatnio, zrozumiała, że nie straciła swojego SZCZĘŚCIA i że ONO ciągle tam jest. Znowu zapłakała ale to już były łzy szczęścia. Nie wiedziała, że można się czuć aż tak radosnym. Lekarz uprzedził MAMĘ, że jest to ciąża wysokiego ryzyka zagrożona poronieniem i pozwolił jej wrócić do domu. I znowu obydwoje z TATĄ płakali razem przez telefon. „Modliłem się do Pana Boga, żeby nie zabierał nam naszego CUDU! – powiedział TATA – A Pan Bóg jest dobry i razem z Twoją Mamą kochanie będą się opiekować naszym maleństwem tam z góry!” „Wiem mój drogi – odpowiedziała MAMA – ale my musimy zrobić naprawdę wszystko, żeby zminimalizować wszelkie zagrożenia.”
Od tego wydarzenia czas oczekiwania na ostatnią już weryfikację w klinice wypełniały radość, ale i troska o rozwijające się w brzuszku MAMY maleństwo. Odliczając dni RODZICE modlili się każdego dnia, żeby dane im było zobaczyć w końcu bijące serduszko. Wiedzieli, że dopiero wówczas będą mogli odetchnąć i uwierzyć w końcu w pełni, że się udało, że spełniło się ich największe MARZENIE.
Nadszedł w końcu ten ważny moment, kiedy miało się okazać, czy bije serduszko ICH maleństwa. RODZICE razem wpatrywali się w ekran USG, by po chwili zobaczyć najpiękniejszy widok w ich życiu – malutkie, pulsujące serduszko. I wtedy też MAMA usłyszała:
- Puk, puk…
- Kto tam?
- To ja mamo, Wasze maleństwo. Wprowadziłem się już jakiś czas temu do Twojego brzuszka ale nie mogłem dać Ci jeszcze znać, ponieważ zajęty byłem jego urządzaniem. I wiesz, co? Strasznie mi się tutaj podoba… Wynajmę więc Twój brzuszek jeszcze na tych kilka miesięcy… I obiecuję, że już zawsze będziemy razem…

I tak oto rozpoczął się najpiękniejszy czas w życiu RODZICÓW i MALEŃSTWA… Oto powstało NOWE ŻYCIE, sprawiając, że już nic nie będzie takie jak wcześniej…

 

 
(Grażyna - ciąża po in vitro)

Comments