Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Małgosia - Mamusia i Tatuś czekają na Was

opublikowane: 17 sty 2009, 05:42 przez Inkaa Boo   [ zaktualizowane 17 sty 2009, 07:10 przez Michał Damski ]

Kiedy po roku naturalnych starań nie udało się nam zajść w ciążę rozpoczęłam leczenie u „zwykłego” ginekologa. Wydawało mi się, że jest dobrym specjalistą zlecił badanie nasienia  a także morfologię i badanie moczu. Nasienie nie wyszło najlepiej, ale wtedy były już moje wyniki hormonów i wyskoczyła podwyższona PRL. Od tego czasu lekarz nie chciał wracać (nawet na moje sugestie) do sprawy nasienia, całkowicie skupił się na obniżeniu PRL.

Po kilku miesiącach stwierdziłam, że dalsze leczenie u niego nie ma sensu, ponieważ stoimy w tzw. martwym punkcie i zapisałam się do prywatnej kliniki leczenia niepłodności.

Tam kolejne badania tym razem bardziej szczegółowe, potwierdza się słaba morfologia plemników i zlecają nam inseminację. Poddaliśmy się dwóm zabiegom inseminacji nasieniem męża nie odniosły one jednak upragnionego efektu. Wówczas lekarz skierował mnie na zabieg laparoskopii. Diagnoza tego zabiegu była dla mnie wyrokiem – oba jajowody niedrożne u ujścia. Nie można było ich udrożnić, do tego ogniska endometriozy stąd też informacja, że jedyną szansą jest dla nas zabieg IVF.

Początkowo trudno było mi się z tym pogodzić choć przecież przez cały czas leczenia szukaliśmy przyczyny niepowodzeń to jednak nie taką diagnozę chciałam usłyszeć…. Dodatkowo od początku leczenia zakładałam, że nie będziemy podchodzić do zabiegu IVF, jednak ze względu na niedrożne jajowody to była dla nas jedyna możliwość zajścia w ciążę. Po kilku miesiącach płaczu podjęliśmy tę decyzję. Kolejne badania hormonów, okazuje się, że trzeba obniżyć TSH i znowu czekanie….

W końcu zabieg - punkcja, na której udaje się uzyskać dziewięć komórek, po czym zapładnia się tylko pięć, jeden zarodek przestaje się dzielić. Przystępujemy do embriotransferu podają mi dwa zarodki. Po 12 dniach badanie betaHCG, wynik pozytywny jednak nie tak wysoki jak powinien być. Za dwa dni powtórka bety i to już koniec naszego szczęścia….

Wtedy nastąpiło załamanie, rozpacz i płacz. Nie mogłam zrozumieć dlaczego tak się stało, dlaczego ktoś dał nadzieję i ją zabrał. To był bardzo ciężki okres.

Potem znowu czekanie, bo kolejne badania wychodzą źle i nie można przystąpić do criotransferu. Decyduję się też na histeroskopię, żeby upewnić się czy w macicy nie ma przeszkód do zagnieżdżania się zarodków. Siedem długich miesięcy tęsknoty i wyczekiwania kiedy będę mogła zabrać moje dzieci z zimowiska.

W niedzielę byliśmy po nasze dzieci. Udało im się ślicznie rozmrozić teraz czekamy czy zechcą z nami zostać.

Tak bardzo Was kochamy i tak bardzo pragniemy móc dać Wam radość wspólnego życia. Mamusia i Tatuś czekają na Was.

PS. Nie zgodzę się z opiniami, że jesteśmy egoistami i mordercami. Natura sama dokonuje selekcji nie my. Nie odnajduję też najmniejszego powodu żeby zakazać korzystania z komórek dawczyń czy plemników, bo to zasadniczy cel tego typu zabiegów. Dla mnie IVF to jedyna dostępna dla mnie metoda leczenia – tak właśnie leczenia bo niby jak inaczej mogłabym zajść w ciążę mając oba jajowody niedrożne??

Oczekująca z nadzieją na swoje dzieci Małgosia

Comments