Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Sonia27 - mrozaczkowe dziecko pod sercem

opublikowane: 17 sty 2009, 03:52 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 28 sty 2009, 07:18 ]
Jestem mężatką od 7 lat. Wszystkie te lata starań i tzw. "aktów małżeńskich" okazało się bezowocne z powodu choroby cywilizacyjnej zwanej niepłodnością. Długo mieliśmy z mężem wątpliwości, czy poddanie się procedurze in vitro to na pewno to czego chcemy. Jesteśmy katolikami i to przede wszystkim zaważyło na naszej decyzji. Jednak po dłuższym namyśle postanowiliśmy wykorzystać wszystkie szanse, jakie oferuje nam medycyna zanim zdecydujemy się na dziecko "z serducha" (adopcyjne). Poddaliśmy się procedurze IMSI w listopadzie 2008 r. Pierwsza wiadomość nie była dobra - okazało się że nasza dzidzia nie została z nami. Jednak dzięki możliwości mrożenia zarodków mieliśmy drugą szansę - zostały nam dwa zarodki, które bez problemów udało się rozmrozić i dokonać ich transferu. Dziś jestem w ciąży...

Uważam, że to co zrobiliśmy nie było niczym złym. Pomagamy tylko trochę naturze a reszta należy do Boga. To On decyduje czy będziemy biologicznymi rodzicami czy nie. Nasze poprzednie zarodki nie uległy zniszczeniu - po prostu nie zagnieździły się w moim brzuszku. Nie było również żadnej selekcji - nie wybieraliśmy lepszych czy gorszych. Uważam więc, że nie zgrzeszyliśmy żadnym uczynkiem w walce o nasze upragnione dziecko, które przyjdzie na świat za 9 miesięcy...
 
Sonia27 (w ciąży po criotransferze)
Comments