Nasze historie‎ > ‎Nasze historie‎ > ‎

Trusia - nie wyobrażamy sobie życia bez dziecka

opublikowane: 17 sty 2009, 07:57 przez PaniJuti   [ zaktualizowane 27 sty 2009, 00:14 ]
Mam 33 lata, mój mąż 36. Leczymy się od 4 lat.

Dzień, w którym odbierałam pierwsze wyniki badań męża z laboratorium, wypadał dokładnie tydzień przed Bożym Narodzeniem.
To był najgorszy dzień w naszym życiu.

Azoospermia - całkowity brak plemników.
Tysiąc myśli w głowie. Wiele wypłakanych łez.

Ale jak typowy Baran nie poddałam się tak łatwo.
Pojechaliśmy na wizytę do kliniki leczenia niepłodności. Niestety wyniki potwierdziły się. Podła propozycja: dawca nasienia lub adopcja.

Adopcja odpadała - ani ja ani mąż nie jesteśmy na nią gotowi, być może nigdy nie będziemy. Zresztą to nie jest wcale łatwa sprawa.

Dawca nasienia - początkowo podchodziłam do tego tematu bardzo ostrożnie i to właśnie mój mąż przekonał mnie do tego.Zanim to jednak się stało, tysiące wieczorów i nocy było przegadanych na ten temat. To nie jest łatwa decyzja, ale dzięki miłości dwojga ludzi i chęci kochania takiego maluszka wszelkie opory znikają.

Zdecydowaliśmy się na 4 inseminacje nasieniem dawcy, niestety nieudane.
Ale walka jeszcze się nie zakończyła. Podjęliśmy decyzję o in vitro.
I wiem, że to są decyzje najbardziej słuszne i że nigdy nie będziemy tego żałowali. Nasze dziecko będzie zawsze naszym dzieckiem, tym oczekiwanym i ukochanym najbardziej na świecie.

Jedyną moją obawą jest w tej chwili to, czy zdążymy z czasem przed wejściem w życie zakazu banków. Nawet boję się pomyśleć co wtedy będzie.
 
Bardzo przykre jest to, że pomimo tego iż i tak już życie dokopało nam w postaci choroby niepłodności, to jeszcze dokopują nam ludzie, na których głosowaliśmy.
Dla nich jest to tylko kolejna ustawa, która wejdzie lub nie.
Dla nas to jest być albo nie być.
 
Piszę tak , ponieważ nie wyobrażamy sobie życia bez dziecka. Rodzina to żona, mąż i dzieci.

Wiem jedno -  nigdy się nie poddamy, nawet gdybym musiała szukać pomocy w klinikach za granicą.
Tylko my wiemy, ile wyrzeczeń nas to kosztuje, ale będziemy walczyli. Niestety w kraju, w którym płacimy podatki, nie ma zrozumienia dla nas i to jest smutne, bardzo smutne.
 
Trusia (czeka na in vitro)
Comments